O autorze
Studiuję, pracuję, a na dokładkę troszkę piszę. No i jak mam wybrać pomiędzy oglądaniem meczu ligi polskiej, a ligi angielskiej, to przeważnie wybiorę tą pierwszą opcję. Wiem, że to tak jakbym wolał jeździć Fiatem 126p zamiast nowiutkim BMW, ale tak właśnie jest. Nic na to nie poradzę. Na blogu znajdziecie wszystko. Będą wywiady, będzie komentarz, będą newsy. W większości o futbolu made in Poland, ale nie tylko.
Zapraszam więc do wspólnego podziwiania uroków rodzimej piłki.

Czas skończyć się nabijać z testowania

Polska ekstraklasa rządzi się swoimi prawami. Tu zupełnie innego znaczenia nabiera wyświechtane powiedzenie „każdy może wygrać z każdym”. Niby truizm, ale w warunkach T-Mobile Ekstraklasy – spełniający się w stu procentach.

Wystarczy jeden rzut oka na tabelę, by stwierdzić, że albo coś jest nie tak, albo cofnęliśmy się w czasie do roku 1997. Widzew i Legia na czele, nieźle, prawda? No nieźle. Tyle tylko, że celem tych pierwszych jest utrzymanie, a tych drugich mistrzostwo Polski.

Zanim przejdę do dalszej części artykułu, muszę zaznaczyć, że w Łodzi priorytety – mimo świetnego startu – pozostają te same. Nikt tam nie mówi o walce chociażby o puchary, bo to się po prostu nie może udać. Nie z tą kadrą, nie z tym budżetem.

Właśnie, kadra i budżet. Personalia łódzkiego klubu przed sezonem wzbudzały uśmiech politowania u wszystkich ekspertów. Każdy, bez wyjątku, szydził ze sposobu, w jaki w Łodzi robi się transfery. Chyba jednak niesłusznie. Coś mi podpowiada, że śmiać to dziś mogą się włodarze RTS-u z Legii, Wisły, Lecha, a właściwie to prawie ze wszystkich drużyn ekstraklasy.

Prym wśród naśmiewających się z działań Widzewa wiódł portal Weszło.com. Portal, który bardzo szanuje, z którym w zdecydowanej większości spraw się zgadzam, ale nie zawsze. To jest jeden z tematów, w którym Weszło nie ma racji.

Średnio dwa razy w ciągu okienka transferowego na łamach tego serwisu pojawiał się tekst, w którym wyśmiewano metody transferowe Widzewa.

Że w Łodzi testują na potęgę, że biorą kogo popadnie i skąd popadnie.



Widzew testował już piłkarzy z czwartej ligi hiszpańskiej, szóstej angielskiej, drugiej maltańskiej, a także zawodnika z drużyny młodzieżowej niemieckiego szóstoligowca. Nie wspominając o Bogdanie Stratonie, który swego czasu kasował w Łodzi 20 tysięcy miesięcznie, wcześniej grzał ławę w drugiej lidze rumuńskiej, a pod kompilacją ze swoimi zagraniami na YouTube umieścił własny numer telefonu.

No, i teraz gość z siódmej ligi włoskiej...

Aż boimy się zapytać - dokąd to wszystko zmierza? Gdzie Widzew będzie szukał kolejnych wzmocnień? Rozgrywki osiedlowe w Zimbabwe? Międzyklasowy turniej w Algierii?


Przypominam, że ten gość z drugiej ligi maltańskiej gra dziś w TME i radzi sobie całkiem nieźle. Nazywa się Princewill Okachi. Zresztą oprócz wypominanych na każdym kroku Stratona i Grishocka to właściwie większość transferów Widzewa w ostatnim czasie jest trafiona (drobna autoweryfikacja: Riski, Żigajews, Ostrowski – transferowy wtopy). Phibel, Abbes, Bruno, Bartoszewicz, Kaczmarek, Dudek, Dhifallah. Siedem dobrych, tanich transferów. Lebiediew też zapowiada się całkiem nieźle, ale jego nie uwzględniamy, bo grał stanowczo za mało, by cokolwiek o nim powiedzieć. W kolejce do debiutu czekają jeszcze Dikanović, Dragojević i Emerson Carvalho.

Siedem niezłych transferów to chyba dobry wynik. Jeżeli dodamy do tego fakt, że większość z tych piłkarzy dołączyła do Widzewa za darmo albo za grosze, to chyba śmiało można powiedzieć, że wcale z tymi zakupami w Łodzi nie jest tak źle. A jeśli jeszcze dorzucimy takie "wynalazki", jak: Dudu, Ukah, Ben Radhia, Dzalamidze, to bilans trafionych widzewskich transferów prezentuje się bardzo okazale.

No i jeszcze jedno zdanie na temat tego, skąd ci piłkarze do Łodzi trafiają. Czy to, że gracz z drugiej ligi maltańskiej dobrze radzi sobie w polskiej ekstraklasie, źle świadczy o klubie, który zdecydował się go zatrudnić, czy może o naszej lidze?

Właściwie to gdzieś mam to, skąd Widzew bierze tych piłkarzy na testy. Jest coś złego w przetestowaniu zawodnika z międzyklasowego turnieju w Algierii? A czy przez przypadek Bebe, ten z Manchesteru, nie został wypatrzony na turnieju dla bezdomnych? Chyba jednak opłaca się obserwować różne rozgrywki i wyciągać z nich co najlepsze. Przecież nie trzeba od razu podpisywać z testowanymi kontraktu. Nie spodoba się, niech spada. Proste.

Ile pieniędzy zaoszczędziłaby Legia, gdyby przetestowała Novo i Blanco? Dużo. Bardzo dużo. Ktoś powie: Ale to piłkarze z nazwiskami, po nich można się było spodziewać więcej. Okej, ale dla mnie szrot jest szrotem. Mało tego, Blanco i Novo to szrot drogi, a Straton – tani. Więc chyba czas przestać szydzić z testowania piłkarzy.

Jak Widzew skończy ten sezon? Nie wiem. Nie będzie to raczej czub tabeli, ale z utrzymaniem też nie powinno być problemów. Jeżeli zespół Radosława Mroczkowskiego wyląduje po trzydziestej kolejce w górnej połowie tabeli, to będzie można mówić o sporej niespodziance.

Jak na razie jednak kibice Widzewa cieszą się najlepszym ligowym startem od 1991 roku. Zobaczymy, jak długo podopieczni Radosława Mroczkowskiego będą w stanie podtrzymać zwycięską passę.

Tekst powstał we współpracy z Podpressingiem.wordpress.com
Trwa ładowanie komentarzy...