Kołtoń: Laty już w polskiej piłce nie ma. Teraz trzeba pomyśleć co dalej

- Jak już przy pieniądzach jesteśmy, to trzeba wspomnieć o budżecie PZPN-u, bo tam aż 1/3 środków jest przeznaczona na administrację. To jest około 20 milionów złotych! - to fragment obiecanej wczoraj rozmowy z Romanem Kołtoniem.

To, że Grzegorz Lato nie zebrał wymaganej liczby podpisów, to dobrze dla polskiej piłki? Czy może lepiej byłoby, gdyby obecny prezes wystartował w wyborach?

Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że to jest totalna porażka tego pomysłu, który miał na prowadzenie związku Grzegorz Lato. Proszę zwrócić uwagę na to, że kiedy Michał Listkiewicz ubiegał się o reelekcję, to on miał ogromne poparcie działaczy. On odszedł nie z powodu braku głosów popierających jego osobę, bo on je miał. Listkiewicz musiał się wycofać ze względu na aferę korupcyjną, która właśnie wtedy wyszła na jaw. Za to zapłacił Listkiewicz. Natomiast za co płaci Lato? Lato płaci za ciąg afer, które trwały cztery lata. Afer, które on sam prowokował swoimi działaniami i nie mam co do tego wątpliwości.

Zresztą czego tak naprawdę oczekują „baronowie”? Spokoju. Listkiewicz im ten spokój dał, w przeciwieństwie do Laty. Przecież związek za jego kadencji był pod ciągłym obstrzałem. Taki klub kibica reprezentacji, przecież to jest fatalna inicjatywa, która zakończyła się klęską. Kompromitacją. Dalej, zdjęcie godła z koszulek reprezentacji – przecież to była tragedia, to był strzał w stopę dla PZPN. Finały Pucharu Polski, afera taśmowa, czy najświeższy przykład, mecz z RPA w Bydgoszczy (rozmawialiśmy przed zmianą miejsca rozgrywania meczu, przyp. red.), to wszystko są fatalne decyzje prezesa Laty i one negatywnie odbiły się nie tylko na jego wizerunku, ale na wizerunku całego PZPN.

Nie jest Pan zaskoczony tym, że Lato tych podpisów nie uzbierał?

Szczerze mówiąc, myślałem, że nie będzie miał z tym problemów. Przecież to nikogo wiele nie kosztowało. Każdy podmiot mógł poprzeć trzech kandydatów, czyli dajmy na to Bońka, Latę i Koseckiego, a później się zastanawiać na kogo odda swój głos. Ale to najlepiej pokazuje, że Lato został odrzucony przez ludzi z własnego środowiska.

Na początku rozmowy powiedział Pan, że brak poparcia dla Laty to porażka jego pomysłu na związek. On w ogóle takowy miał?

Znęcanie się nad nim teraz nie ma żadnego sensu. Jego już w polskiej piłce nie ma i trzeba się zastanowić co dalej.
Dla mnie symbolem jego kadencji, a szczególnie ostatniego jej roku, są trzy afery, czyli: Klub Kibica, druga sprawa „wypędzenie orła” jak to nazwał mój przyjaciel, pisarz Jan Grzegorczyk i taśmy, które obnażyły tych ludzi. Nie wiem czy pod względem karnym, ale pod względem moralnym na pewno.

Czyli głównym problemem polskiej piłki jest fatalnie zarządzany PZPN?

Może nie tak. Głównym problemem polskiej piłki jest to, że my nie kreujemy piłkarzy. Nie potrafimy zachęcić młodych dzieciaków do kopania piłki. Nie pokazujemy im odpowiednich wzorców. Nie kształcimy trenerów. Tu jest problem.

Jak ja słyszę jak ciężko jest wyrwać z PZPN pieniądze na szkolenie młodzieży – i to pieniądze, które przekazuje nam UEFA – to jest zgroza.

Jak już przy pieniądzach jesteśmy, to trzeba wspomnieć o budżecie PZPN-u, bo tam aż 1/3 środków jest przeznaczona na administrację. To jest około 20 milionów złotych!

To są olbrzymie pieniądze. Można byłoby część tych środków przeznaczyć na szkolenie młodzieży, albo trenerów, którzy by się tą młodzieżą zajmowali.

U nas się szkoli kilkudziesięciu trenerów z licencją UEFA PRO rocznie. To jest zdecydowanie za mało. Dla porównania, w Hiszpanii jest 5 tysięcy takich trenerów. Wiadomo, że najlepsi pracują w Primiera Division, ale wielu z nich pracuje z dziećmi i młodzieżą mając najwyższe wyszkolenie trenerskie. To jest wspaniałe. To jest droga, którą powinniśmy iść.
Trwa ładowanie komentarzy...