O autorze
Studiuję, pracuję, a na dokładkę troszkę piszę. No i jak mam wybrać pomiędzy oglądaniem meczu ligi polskiej, a ligi angielskiej, to przeważnie wybiorę tą pierwszą opcję. Wiem, że to tak jakbym wolał jeździć Fiatem 126p zamiast nowiutkim BMW, ale tak właśnie jest. Nic na to nie poradzę. Na blogu znajdziecie wszystko. Będą wywiady, będzie komentarz, będą newsy. W większości o futbolu made in Poland, ale nie tylko.
Zapraszam więc do wspólnego podziwiania uroków rodzimej piłki.

Anglia to nie RPA

Niech za podsumowanie gry reprezentacji Polski posłuży pieśń zaintonowana przez kibiców podczas opuszczania stadionu: Nic się nie stało! Polacy nic się nie stało! Bo rzeczywiście nic się stało.

Niby wygraliśmy, ale było to zwycięstwo po kiepskiej grze. Owszem było kilka dobrych momentów, w których nasi gracze zdominowali grę, ale na reprezentację Anglii to na pewno nie wystarczy.

Z dobrej strony pokazali się Ci, którym chyba najbardziej na grze w kadrze zależy i jeszcze nie są przyzwyczajeni do regularnych występów w koszulce z orzełkiem na piersi. Krychowiak, Grosicki, Wszołek, Sobota. To ludzie, którzy dziś zagrali nieźle.

Na drugim biegunie należy postawić Sobiecha i Mierzejewskiego. Można jeszcze się poznęcać nad Arkadiuszami: Piechem i Milikiem, bo chyba spodziewano się po nich więcej. Piech zmarnował 110% sytuację. A dlaczego Milik? Bo on też powinien strzelić gola. W akcji bramkowej to przecież on nie trafił w piłkę i ta później spadła pod nogi Komorowskiego, który, na szczęście, już się nie uciął.

Przyczepiłbym się też do Przemysława Tytonia, który ani razu szybko nie wznowił gry. Łapał piłkę, brał zamach i zamiast uruchomić szybki kontratak, to ponownie przygarniał ją do siebie. I tak przez cały mecz. Bezsens.

Czy przed meczem z Anglią powinniśmy być optymistami? Nie. To, że do składu wskoczy Piszczek i Lewandowski niewiele nam pomoże. Powiedzmy sobie szczerze, Anglia to nie RPA.
Trwa ładowanie komentarzy...